Grażyna Wachnik

Krzyż w Michałowie Górnym

Kapliczka w Michałowie-Parcelach

Stuletni żelazny krzyż

Obecnie w samym środku wsi Michałów Górny w gminie Warka na rozstaju dróg stoi żelazny krzyż. Powstał prawdopodobnie 100 lat temu. Ma wysokość około trzech  metrów. Obok krzyża posadzono  zgodnie z dawnym zwyczajem trzy  drzewa. Nieliczni zapamiętali przekazywaną  z pokolenia na pokolenie opowieść, która jest związana z jego powstaniem.

Dawno, bardzo dawno temu w Michałowie niewielkiej miejscowości nad Pilicą mieszkańcy  żyli zgodnie i spokojnie. Od czasu do czasu starsi ludzie tzw. podróżni będący ciężarem dla swojej niezamożnej rodziny wędrowali od wioski do wioski prosząc o jedzenie i wprowadzali w życie mieszkańców Michałowa szczyptę niepokoju. Nieznajomi opowiadali o strasznych wydarzeniach, które działy się na świecie: o cudownych uzdrowieniach, epidemiach i tragediach ludzi chorych, którzy umierali w strasznych męczarniach. Tutejsi z uwagą i zaciekawieniem  słuchali tych niesamowitych opowieści, jednak z ulgą żegnali nieznajomych przybyszów.

Pewnego, jesiennego dnia na drodze prowadzącej przez wieś, wśród ogromnych tumanów kurzu i hałasu pędzili furmankami załadowanymi dobytkiem jacyś nieznajomi. Z przerażeniem powiadali, że w ich rodzinnej wsi i w niektórych miejscowościach nad Pilicą pojawiła się straszliwa i nieuleczalna choroba, a ludzie padają jak muchy. Namawiali mieszkańców Michałowa, aby podobnie, jak oni szybko opuścili swoją rodzinną wieś. Nasi pradziadkowie im nie uwierzyli. Nie chcieli również zostawiać na pastwę losu swoich domów i gospodarstw. Po pewnym czasie w Michałowie zaczęły dziać się straszne rzeczy. Niespodziewanie z powodu zarazy  zaczęli umierać mieszkańcy wsi. Najpierw najsłabsi: starcy i dzieci, po nich przyszła kolej na kobiety i mężczyzn. Lekarze, znachorzy, jak i zielarze nie potrafili znaleźć skutecznego sposobu by przeciwdziałać epidemii. Im bardziej chcieli pomóc, tym więcej ludzi ginęło. Ci, którzy nie byli jeszcze chorzy rozpaczali nad swoimi rodzinami i przyjaciółmi. W miejscowości Michałów zapanował smutek i żałoba. Ludzie zdrowi mimo, że izolowali się od chorych i mieszkali w osobnych pomieszczeniach również chorowali. Sytuacja była dramatyczna, wręcz beznadziejna. Nie było właściwie komu już w Michałowie grzebać zmarłych. Ludzie umierali o każdej porze dnia i nocy, w domach i na polach. Jeden z młodych wikarych pracujących w parafii postanowił szukać pomocy w modlitwie. Ci, którzy jeszcze żyli, gromadzili się przed jedną z wiejskich kapliczek, wzniesionej w pobliżu miejsca, gdzie od niepamiętnych czasów znajdowało się cudowne, istniejące do dziś uzdrawiające źródełko. Każdego wieczora błagali Matkę Boską o zdrowie dla chorych, o spokój dla zmarłych oraz chcieli wyprosić zakończenie epidemii.

Pewnego razu po nabożeństwie, bardzo ubogiej i pobożnej wdowie  z Michałowa objawiła się Matka Boska. Biedna wyrobnica ujrzała  przy tajemniczym źródełku Maryję, która trzymała w ręku różaniec. Mieszkanka Michałowa upadła na kolana i prosiła o pomoc dla  chorych i zażegnanie epidemii. Maryja powiedziała wdowie, aby  w miejscu jej cudownego objawienia mieszkańcy postawili drewniany krzyż i modlili się przy nim każdego wieczora na różańcu o zdrowie dla wsi. Mieszkańcy wypełnili słowa Matki Boskiej. Ustawili w centrum wsi ogromny, drewniany krzyż. Gromadzili się przy nim o zmroku i modlili za bliskich i sąsiadów. Stał się cud, wszyscy chorzy wyzdrowieli.

W połowie dziewiętnastego wieku majątek, w którym znajdował się krzyż zakupiła bardzo zamożna rodzina  Dal Trozzo.  Obok krzyża umieszczono dzwon, który budził pracowników dziedzica o czwartej rano i wzywał do pracy. W tym miejscu przydzielano również obowiązki dla każdego z nich.  Nieopodal krzyża znajdowały się czworaki,  piwnice i inne zabudowania dworskie. Upłynęło kilkadziesiąt lat. W 1945 roku rodzina Dal Trozzo została pozbawiona gromadzonego przez kilka pokoleń majątku. Ziemię podzielono  między pracowników. Krzyż pozostał na swoim miejscu. Usunięto  tylko nikomu niepotrzebny dzwon.

W ostatnich latach michałowskie gospodynie postanowiły odnowić krzyż i uporządkować okoliczny teren. Latem 2016 roku odbyła się w tym miejscu uroczysta msza święta oraz poświęcenie krzyża – wotum wdzięczności za zakończenie niszczycielskiej epidemii odprawiona przez proboszcza wrociszewskiej parafii Adama Ostrowskiego. Ludzie   wierzą, że podobnie, jak przed wiekami krzyż chroni  ich rodzinną wioskę i mieszkańców od zła. W każdy majowy wieczór miejscowe gospodynie  śpiewają przed nim pieśni maryjne.