Alicja Kwiatkowska

Kapliczka w Błoniu

Kapliczka w Błoniu

Zbierajcie kamienie – zbudujemy kapliczkę!

Błonie 20 września 2016 roku

KONKURS SZUKAMY KAPLICZEK – poruszył moje wspomnienia i historię  mojej Rodziny. Ideę  powstania kapliczki, którą zbudował własnoręcznie  z potrzeby serca mój Ojciec Jan Wiśniewski w 1961 roku  w otoczeniu naszego domu w Błoniu pod Warszawą przy ul. Legionów 4, pragnę tu przybliżyć. Kapliczka powstała dla upamiętnienia szczególnych wydarzeń z czasów niemieckiej okupacji. Rodzinny nasz dom ma też własną  historię. Był to drugi dom, który nasz Tata – mistrz budowlany wybudował dla rodziny. Pierwszy, jednopiętrowy, zbudowany był również w Błoniu przy ul. Harcerskiej, składał się z dwu samodzielnych dwupokojowych mieszkań. Okazał się za mały kiedy w kolejnych latach od 1930 do 1937 urodziła się trojka dzieci – ja , mój brat Władek oraz siostra Janina. Wtedy Tata, który pragnął,  każdemu dziecku  zapewnić własne mieszkanie postanowił pobudować odpowiednio większy dom. Dom  przy Harcerskiej został więc sprzedany. Rodzice  kupili nieopodal, nad rzeką Rokitnicą duży plac w dzielnicy Łąki przy ul. Legionów  4 i w lecie 1938 roku  ojciec rozpoczął budowę nowego domu. Mieszkam w nim do dziś. Młodszy brat i siostra już nie żyją, Rodzice także. Zostałam tylko ja i najmłodszy brat Olgierd, który urodził się w 1949 roku i mieszka w Warszawie.

Tata zdążył zbudować tylko mury nowego domu, położyć dach, wstawić okna, drzwi gdy  we wrześniu 1939 roku nadeszła wojna. Musieliśmy wtedy opuścić sprzedany stary dom, a nowy zajęli Niemcy.

Zostaliśmy bez domu. Przygarnął nas dziadek, ojciec Mamy, Franciszek Marcinkowski, mający gospodarstwo rolne we wsi Żylin Nowy koło Sochaczewa i tam przetrwaliśmy wojnę.
Dom przy ul. Legionów 4 w Błoniu był świadkiem i miejscem tragicznego wydarzenia w1943 roku,  kiedy to ulokowana została w nim  radiostacja komendy Głównej AK „Orbis”,  pisze o tym autor Jan Smoliński w swej książce- dokumencie: pt. „Region Błonie w walce z okupantem hitlerowskim 1939-1945 ” . Poniżej przytaczam fragment przybliżający wydarzenia, dla upamiętnia których Ojciec własnoręcznie zbudował naszą kapliczkę.

„Obsługa radiostacji wiedziała, że Niemcy potrafią ustalić lokalizację operacji radiowych przy pomocy samochodów urządzenia namierzające – „goniometry” ubezpieczenie radiostacji ograniczało się do obrony biernej – obserwacji terenu i sygnalizowania faktu pojawienia się samochodów niemieckich. Ubezpieczenie stanowili młodzi chłopcy jeżdżący na rowerach, niby dla rozrywki po mieście. Najczęściej byli to Antoni Bujalski, brat Stanisław, Andrzej Głowacki, Jerzy Janiszewski, Jan Soczek – obecnie Jaroszewski, bracia Zajznerowie i inni.

Podczas choroby Stanisława Bujalskiego, opiekuna radiostacji zastępował go w obsłudze kolega Józef Łuniewski ps.”Akacja” , który nie raz pomagał mu samorzutnie. Po wyzdrowieniu Stanisława Bujalskiego Józef Łuniewski jeszcze raz zgodził się zastąpić go przy następnym ” graniu” które miało się odbyć w niedzielę 31 października 1943 roku.

Na miejsce lokalizacji radiostacji wybrano tym razem dom Jana Wiśniewskiego na Łąkach nad rzeką przy ul. Legionów oddalony od reszty zabudowań a przez to łatwy do obserwacji. Dnia tego brało udział w akcji dwu radiotelegrafistów: Grzybowski i nowy, który miał go zastępować ( cichociemny – zrzutek z Anglii). Podczas nadawania radiogramu w godz. 10 – 11  rano ubezpieczenie sygnalizowało zbliżane się wolno jadących szosą warszawską samochodów niemieckich. Audycja była na ukończeniu.  „Grajek ” powiedział: jeszcze parę minut i skończę. Kiedy skończył Hankus zapakował aparat do teczki i wyszedł z domu a za nim radiotelegrafiści – Grzybowski ze swym zastępcom. Gdy tylko znaleźli się na ulicy zostali zatrzymani przez gestapowców ubranych po cywilnemu, których już wcześniej wielu kręciło się w tej części miasta.

Każdy biorący udział w akcji miał przy sobie truciznę w ampułkach, Nowy telegrafista, nieznany jeszcze z nazwiska, przegryzł ampułkę i natychmiast zmarł. Grzybowski został tak silnie uderzony w twarz, że ampułka wypadła mu z ust. Hankus też nie połknął swojej trucizny. Prawdopodobnie nie zdążył jej wyjąć z kieszeni, bo z miejsca został mocno pobity. Gestapowcy zatrzymali jednocześnie kilku chłopców spotkanych w tamtej dzielnicy miasta. Wśród zatrzymanych był organizator akcji Józef Łuniewski, Jerzy Kublicki, Staniak i jeszcze ktoś. Wszystkich przewieziono na Pawiak. Grzybowski i Hankus dzielnie przetrzymali przesłuchania nie wydali nikogo i po pewnym czasie zostali rozstrzelani w Warszawie.

Pozostałe osoby po przesłuchaniach i kilku dniach pobytu na Pawiaku zwolniono. Z wyjątkiem młodego Staniaka, u którego znaleziono zeszyt z notatkami z dziedziny radiofonii. To wystarczyło aby przypisać mu współudział w obsłudze radiostacji. Nie wrócił. Jaką śmiercią zginął nie wiadomo. Józef Łuniewski podczas przesłuchania na Pawiaku tłumaczył się , że szedł do kościoła. Dano mu wiarę „.

(koniec cyt.)

Wpadka z radiostacją w Błoniu została opisana także przez Władysława Ważniewskiego w książce ” Na przedpolach stolicy 1939- 1945, na podstawie raportu tygodniowego 26 10  – 3 11 1943 – Komendy obwodu AK „Bażant 2” . Po tym zdarzeniu nasz dom okupowali Niemcy. Skończyła się wojna. Nasz Tata wrócił do Błonia i korzystając z  resztek materiałów zaczął przywracać dom do życia. Najpierw wykończył 3 izby na parterze domu, do których wróciliśmy od dziadka, po pięciu latach pobytu w czasie okupacji. Zaczęło się normalne życie – niełatwe ale z nadzieją. Chodziliśmy do szkoły dobrze się uczyliśmy. Jednak nasi sąsiedzi , którzy byli świadkami tych dramatycznych wydarzeń w naszym domu, często wspominali ten straszny czas okupacji, działając na naszą wyobraźnię, przypominając tragiczne losy konspiratorów, którzy zginęli przed naszym domem.

Kilkanaście lat od tych wydarzeń nasz tata uzbierał sporo ładnych, polnych kamieni i zwrócił się do wszystkich  nas domowników z prośbą  –  zbierajmy ładne kamienie i przynoście. Zbudujemy z nich w naszym ogrodzie kapliczkę. Czuliśmy, że cały czas tkwi w nim ta smutna historia i  Ojciec chce upamiętnić tych wojennych bohaterów i podziękować Bogu za nasz szczęśliwy powrót do domu. Zbieraliśmy te kamienie. Urosła ich spora kupka. Ojciec  wybrał te  najładniejsze, łupał je przez całą zimę. Według własnego pomysłu i projektu wiosną w 1961 roku w rogu naszej posesji u zbiegu ulic Legionów i Poniatowskiego,w miejscu widocznym dla przechodniów,   Ojciec własnoręcznie wymurował ten mały pomnik.  Stanęła kapliczka  z figurą Matki Boskiej , a  na pięknej białej marmurowej płycie wykuł napis NIEPOKALANE SERCE MARYII MIEJ W SWEJ OPIECE NARÓD – POLSKI (fotografię załączam).

Uroczystego poświęcenia kapliczki w otoczeniu wielu sąsiadów i znajomych dokonał ówczesny proboszcz naszej parafii Świętej Trójcy w Błoniu, ksiądz Stefan Antosiewicz.
Przez wiele lat odbywały się tu piękne majowe modlitwy z udziałem znajomych i sąsiadów. Często młodzi ludzie i uczniowie przynosili kwiatki z własnych ogródków.  Całe swoje prawie stuletnie życie Mama moja dbała o jej wygląd i otoczenie. Wciąż zatrzymują się tu przechodnie. Niektórych kapliczka zachęca do krótkiej modlitwy, żegnają się dzieci. Dziś o kapliczkę dbam ja a jej bliskość jest  dla mnie zawsze wspomnieniem historii, którą opisałam i znają ją też moje dzieci i wnuki. Obecnie ulica przy której mieszkam stała się bardzo ruchliwa. Jeździ tu wiele samochodów.

W podobnym stylu , z łupanych polnych kamieni Tata wybudował rodzinny grobowiec na miejscowym cmentarzu. Zmarł 18 listopada 1972 roku.

Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie ” – dobry, nadzwyczaj troskliwy Ojciec,  patriota.

Cześć Jego Pamięci!

Konkurs – Szukamy Kapliczek jest w moim odczuciu znakomitą inspiracją  aby uchronić od zapomnienia te małe dzieła sakralne nieznanych autorów, mówiące jednak o ważnych wydarzeniach, życiu ich twórców często splecionych z losami i historią naszego kraju. To hołd dla setek ich bezimiennych twórców i żeby ocalić od zapomnienia wiele ludzkich historii.