Adam Tomczyk

Krzyż w Gruszowie Wielkim

Krzyż w Gruszowie Wielkim

Drewniany krzyż z figurą

Gruszów Wielki

Jedziemy dalej. Na początku Gruszowa przy głównej drodze stoi krzyż drewniany z wyrzeźbioną w drewnie grupą ukrzyżowania. Przypatrujemy się z zainteresowaniem. Henryk szuka podobieństw do innych tego typu rzeźb na Powiślu. Figura Jezusa przypomina tę widzianą przed chwilą w Swarzewie. Postać jakby przeniesiona z tamtego krzyża, tylko perizonium inaczej wiązane na biodrach Ukrzyżowanego. Choć całość przykryta blaszanym daszkiem, widać destrukcyjne działanie warunków atmosferycznych. Bardziej sfatygowana jest rzeźba Jezusa niż Matki Bożej i świętego Jana Ewangelisty. Te dwie rzeźby przytwierdzone są do płycin przybitych wzdłuż pionowej belki krzyża. Schowane są niejako pod ramionami Ukrzyżowanego. Jezus ma tak maleńkie dłonie, jak dziecko.

Przyglądamy się dokładniej. Odpadły mu palce i ktoś, przy ostatniej wymianie krzyża w roku 1980, na resztkach dłoni zaznaczył dłutem jedynie bruzdy pomiędzy palcami. Potwierdza nasze domysły pan Witold Warias – właściciel posesji, na której stoi krzyż. Mówi, że jeszcze kilka lat temu, kiedy sylikon był panaceum na wszelkie dolegliwości rzeczy i przedmiotów, przykleił nim na wysokości łokcia, dorabianą już wcześniej część ręki. Rozmawiamy. Pani Maria Warias z domu Robak mówi nam, że jej mama urodzona w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku od dziecka ten krzyż pamiętała.

– Ten plac kupił mój dziadek i już krzyż stał, tylko bardziej na środku pagórka – pokazuje miejsce, gdzie teraz jest wjazd na posesję. – Później krzyż przeniesiono tu, gdzie teraz. On już był kilkakrotnie wymieniany. Bo dawniej krzyż wkopywano w ziemię, to jak ugnił, zrobiono nowy, ale rzeźby przenoszone są te same. Panie, u dołu, tam gdzie krzyż jest grubszy, było jeszcze trzech ewangelistów. Na te słowa już mam skojarzenie z krzyżem w Radgoszczy i w Żabnie przy ulicy Dąbrowskiego.

– Gdzieś na strychu jest jakaś rzeźba – przypomniał sobie pan Witold i poszedł ją przynieść. Pani Maria, widząc nasze szczere zainteresowanie, mówi nam, że chciałaby jeszcze zobaczyć ten krzyż taki piękny jaki był, kiedy była dzieckiem, ze wszystkimi rzeźbami. Henryk mówi, że mógłby wyrzeźbić tych trzech ewangelistów, a obecne rzeźby wyremontować. Ktoś tylko musi zrobić krzyż, najlepiej z akacjowego drewna. Podchodzi pan Witold i w dłoniach niesie malutką figurkę Jezusa Frasobliwego. Trzyma go tak delikatnie jak pisklę. Jest z lipowego drewna, trochę już zmurszała i wygnita od spodu. Jest piękna przez tę swoją starość. Ta krucha figurka niezawodnie mówi nam, że w szczycie pierwotnego krzyża była arkadka. Tam stał Frasobliwy.

W zapisie Ks. Jana Rzepy za dużo jest odniesień do fundacji tego krzyża. Mnie interesują rzeźby. Wyczytuję, że „[…] rzeźby były przeniesione na nowy krzyż fundowany przez Piotra Szczepana ze starszego.” Czytam jeszcze, że krzyż był: „[…] z bogatą dekoracją snycerską. Po bokach rzeźby Chrystusa Ukrzyżowanego, płaskorzeźby Matki Boskiej Bolesnej i świętego Jana Ewangelisty w dekoracyjnym obramieniu, tworzącym rodzaj kapliczki, poniżej przedstawiona Arma Christi, w arkadce wyciętej w pionowej belce krzyża rzeźba Chrystusa Frasobliwego.” Ani słowa o rzeźbiarzu.

Cały czas szukam nazwiska tego artysty, autora rzeźb do krzyża w Radgoszczy, w Żabnie, na Zawierzbiu, w Swarzewie i w Gruszowie Wielkim. Mam nadzieję, że kiedyś je znajdę.