Adam Tomczyk

Figura w Konarach

Figura w Konarach

Figura Jana Nepomucena

Z figurami Nepomucenów wiąże się wiele ludowych przekazów i legend. Gdy usłyszałem, że figura Jana Nepomucena do Konar przypłynęła wodami Dunajca w powodzi roku 1934, pomyślałem – to piękna opowieść. Trochę fantastyczna, cudowna, ale mogę o tej kapliczce pisać szeroko i rozlewnie. Byłem przekonany, że znajdę źródło tej opowieści. Żyją przecież jeszcze ludzie, którzy tę powódź pamiętają i zapewne o przypłynięciu figury też dużo mogą powiedzieć.

Utknąłem w miejscu, w jakiejś mieliźnie, bo jest tyle sprzecznych informacji, że nie wiem, co myśleć. Zawsze starałem się wszelkie wiadomości uporządkować, a tu mam kłopot. Zapis w spisie inwentarza ks. Jana Rzepy z roku 1983, który został sporządzony na podstawie notatki prawdopodobnie jeszcze ks. Kazimierza Jarosza proboszcza z Żabna w latach siedemdziesiątych XX wieku, a dotyczący tej kapliczki, przytaczam w całości

Żabno – Konary, przy ul Wyspiańskiego, parc. H. Białas. Fundowana po powodzi około 1870 przez Jakuba Masłonia, wójta Konarów, remontowana ok. 1970. Murowana, tynkowana, bielona, kryta dachówką. Na planie prostokąta, z daszkiem dwuspadowym. Elewacja frontowa ujęta parą lizen wspierających gzyms; szczyt zwieńczony cokołem i kutym krzyżem; w szczycie prostokątna wnęka z rzeźbami śś. Piotra i Pawła; ludowymi w. XIX. Wewnątrz rzeźba świętego Jana Nepomucena, ludowo-barokowa, pocz. w. XIX, wg tradycji przyniesiona przez wodę podczas powodzi ok. 1870; krzyż ołtarzowy drewniany, ludowo-barokowy, pocz. w. XIX.

Zaś Tomasz Maciąg w Monografii geograficznej gminy Żabno z roku 2009 pisze:

Kapliczka Jana Nepomucena w Konarach była fundowana, według tradycji ustnej, przez wójta Konar Michała Masłonia ok. 1890 roku.

Rozmawiam z Kazimierzem Białasem prawnukiem i wnukiem Jakuba i Michała Masłoniów. Nie pamięta dziadka. Gdy się urodził, dziadek Michał już nie żył. Wie, że był wójtem Konar i po powodzi w roku 1934 wybudował na obecnym miejscu kapliczkę. Wstawił do niej figurę świętego Nepomucena, która przypłynęła w pobliże ich domu. Żona Kazimierza Białasa pokazuje ręką na miejsce, gdzie figura utknęła. Rzeczywiście jest tam zaniżenie terenu ciągnące się od obecnego koryta Dunajca wzdłuż części ulicy Wyspiańskiego. Z pewnością dawniej była to jakaś jego odnoga, w czasach, gdy rzeka nie była jeszcze obwałowana i podczas jej groźnych wylewów.

Pytam skąd ma taką wiedzę.

– Tak mówili najstarsi ludzie, którzy tu mieszkali – wyjaśnia.

Mówię, że to legenda, w którą byłbym skłonny bardziej uwierzyć, gdyby to cudowne przypłynięcie było poza czasem pamięci nawet naszych dziadków, w czasie powodzi w roku 1871. Na potwierdzenie swych słów czytam im zapis o tej kapliczce z książki ks. Jana Rzepy. Nie przekonuję ich swoimi argumentami. Sąsiadka też obstaje przy powodzi z roku 1934. I bądź tu człowieku mądry. Jak wielka jest siła ludowego przekazu. Nie chcę powiedzieć, że ten drewniany Nepomucen nie przypłynął w którąś z powodzi jeszcze w XIX wieku. Mogło tak być. Nie chcę odbierać ludziom prawa do ich przeświadczenia. Mnie tylko podejrzanym się wydaje, że takie podania towarzyszą wielu drewnianym figurom Jana Nepomucena. Nie jest to legenda zbyt oryginalna.

Z natury rzeczy mógł płynąć Nepomucen, bowiem stawiano jego figury na mostach, na groblach, przy rozlewiskach i w pobliżu odnóg rzek. Choć dziwi mnie, że jak wielu Nepomuków przypływało na nowe miejsca, gdzie stawiano im kaplice i cokoły, nigdy nie słyszałem, by figura Jana Nepomucena skądś odpłynęła. Może ci, których Nepomucen opuścił, nie chcieli się tym chwalić. Nie jest to przecież powód do chluby, gdy święci odchodzą. Co innego, gdy święty przybywa i sam obiera sobie miejsce w nowym otoczeniu. Jest w tym coś z cudowności i jakaś zapowiedź przyszłego błogosławieństwa. Z ksiąg parafialnych dowiaduję się, że Jakub Masłoń żył od roku 1816 do 27 kwietnia 1875 roku. Jego syn Michał urodził się 10 lipca 1856 roku, a zmarł 11 lutego 1946 roku. Michał był wójtem Konar. Nie wiem od kiedy, ale na pewno nie dłużej niż do roku 1926, kiedy to Konary zostały administracyjnie włączone do Żabna. Czy Jakub Masłoń też był wójtem, jak podał to ks. Jarosz? Możliwe. Który Masłoń tę kapliczkę ufundował?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, oglądam dokładnie figurę świętego Jana Nepomucena. Jest wyniesiona na zewnątrz kapliczki, bo pani Białas, przy okazji mojego zainteresowania, postanowiła odświeżyć jej wnętrze. Kupiła błękitną farbę i przystępuje do malowania. Figura jest naturalnej wielkości. Precyzyjnie rzeźbiona. Nepomucen jest ślicznie barokowy. Ma piękną uduchowioną twarz. Patrzy w górę na krzyż Męki Pańskiej, który dzierży w lewej dłoni wysoko nad głową, wokół której błyszczy pięć gwiazd. W prawej ręce trzyma biret, jakby kłaniał się Jezusowi i oddawał mu cześć. Zachwycam się drapowaniem jego księżowskich szat. Artysta rzeźbiarz zadbał o każdy szczegół wykończenia komży. Wydrążył i wyciął przepyszny haft. Nawet wyżłobił plecione cingulum zakończone frędzlami jako wiązanie rokiety, a pod szyją przyozdobił Nepomucena w osobliwy pektorał. Dobra polichromia rzeźby też dodaje jej uroku. Musiała ta figura być zamawiana do kapliczki, nigdy bowiem nie stała na postumencie i na wolnej przestrzeni. Drewno dębowe jest zdrowe, bez żadnego zbutwienia, nie widać też śladów pracy kornika. Plecy postaci Nepomucena są wyżłobione, jakby rzeźbiarz chciał usunąć tkankę drewna, by kloc pozbawić naprężeń i mieć pewność, że w przyszłości rzeźba nie będzie pękać.

Patrząc na Jana Nepomucena w Konarach, porównuję go do jednego z Nepomucenów w Zakliczynie. Konarski Nepomuk podobny jest do tego z ulicy Mickiewicza obok kościoła parafialnego w Zakliczynie. Łączy ich ten sam sposób zapięcia, zawiązania i ułożenia fałd, a szczególnie to zdobienie haftem komży u dołu i w zakończeniu rękawów. To może być zbieg okoliczności – ktoś powie – przecież wszyscy księża ubrani są podobnie, a haft u ich komży – to norma. Owszem, jednak jeszcze jedna okoliczność, owa czapka w dłoni. Takie przedstawianie tego świętego jest bardzo rzadkie. Rzeźba świętego Jana Nepomucena z Konar może być tak, jak ta z Zakliczyna z I połowy XIX wieku i mogła również stać obok jakiegoś kościoła, bo według tradycji, tylko wtedy, gdy figura stoi w kościele lub obok niego, biret może być zdjęty. Zatem zapis w książce ks. Jana Rzepy datujący powstanie figury na pierwszą połowę XIX wieku, choć nieprecyzyjny, wydaje się słuszny.

Kapliczka fundowana była po powodzi w roku 1871. Gdy ponowna powódź w lipcu 1934 roku, o wiele większa i groźniejsza, nawiedziła całą okolicę, pewnie po dach zalało kapliczkę. Wody zeszły, Michał Masłoń kapliczkę remontował, a mokrą rzeźbę suszył na słońcu i stąd taka pamięć u ludzi, bo to najbliżej i opowieści o powodzi jeszcze żywe, wysnute z pamięci dziadków i ojców. Jeżeli przy tym ubarwi się je jakąś legendą, to żyje już ona niezależnie, dotykając rzeczywistości jedynie skrzydłem fantazji. Na XIX wieczny rodowód całości wskazuje krzyż drewniany ołtarzowy z wyposażenia kapliczki. Jest taki ludowy, że rzadko spotykany, rzezany jednak na modłę barokową. Czy też był na wyposażeniu jakiegoś kościoła lub kaplicy, na co wskazuje relikwiarz stanowiący jednocześnie podstawę krzyża? We wnęce w szczycie kapliczki umieszczone były dwie rzeźby śś. Piotra i Pawła. Zrobione według kanonu. Piotr trzyma klucz, a w drugiej dłoni skałę, święty Paweł dzierży księgę. Rzeźby obu apostołów są wyjęte z wnęki do renowacji. Robię dokładną fotografię tych rzeźb. To wypisz wymaluj jak postacie Jana Wnęka. Otwierają mi się oczy. Rzeczywiście, te same twarze: trochę podłużne, z mocno zarysowaną szczęką. Oczy też płytkie, nad nimi brwi dość wysoko i czoło wyraźne. Ręce tych postaci przytulone do siebie, jak na niektórych pracach Wnęka, ale fałdy i ułożenie szat identyczne, to samo prowadzenie dłuta. Oglądam zdjęcia Wnękowych rzeźb i porównuję z fotografią w telefonie. Już nie mam wątpliwości. Apostołowie, to rzeźby Jana Wnęka. Można je śmiało datować na lata 1850 – 60. Myślę, że były zdjęte z jakiegoś krzyża i po latach dołożone do ubogacenia tej kapliczki w Konarach.

I tu przypominają mi się słowa wiersza Tadeusza Nowaka: W małym miasteczku żyją święci z drewna kozikiem tak wycięci, że im po brodach ciekną jeszcze pachnące mirrą niebios deszcze.

Podziel się z innymi