Adam Tomczyk

Figura w Gręboszowie

Figura w Gręboszowie

Kamienna rzeźba Jana Nepomucena

Przy rzeźbach Jana Nepomucena patrzę na jego dłonie. W obu przypadkach są wyrzeźbione z ogromną precyzją. Trzymają krzyż jak delikatny drogocenny skarb. Tak wycyzelowane te fałdy, koronki księżowskiej sutanny i komży, że stanowi to o najwyższym kunszcie rzeźbiarza. Rzeźba kamienna, a ta subtelność stroju Nepomucena czyni ją lekką i zwiewną. Nie mogę napatrzeć się tym haftom richelieu, tym koronkom okalającym komże u dołu i zakończenia rękawów, a nawet w kamiennej szacie wyciosał rzeźbiarz mereżkę.

W innych miejscach w okolicy też natknąłem się na taki wizerunek Nepomucena. Dunajec pobliski miał swoje odnogi i koryta, w okresie suchym jedynie stawami zaznaczone, a w czas powodzi wezbrane wody zabierały wszystko po drodze. Była to rzeka zbyt niskimi wałami ujarzmiona, a jest przecież chimeryczna i niespokojna. Wylewała co jakiś czas, topiła pola i dobytek. W taką porę, przez otwarte drzwi świątyni na zewnątrz, wypływała błagalna suplikacja Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas Panie.

Najłatwiej przez świętych trafić z prośbami do Boga. Trwał i rozrastał się kult tych patronów, bo zagrożenia nie mijały. Artyści rzeźbiarze odpowiadali na zapotrzebowanie wiernego ludu. Nie były to prace jednostkowe, ale całe serie wytwarzane w warsztatach kamieniarskich czy snycerskich. Na szczęście w rzeźbie, tak w kamieniu jaki w drewnie, nie da się powtórzyć tych samych wrębów dłuta. Każda, choć podobna, choć z jednego szynela, jest inna. I mniej wyrobieni rzeźbiarze brali się za świętego Nepomucena. Jakiś cieśla wiejski czy kołodziej, mieli przecież narzędzia i z każdym drewnem byli obznajomieni. Na swoich dachach i kołach rzezali już jakieś wzory, wycinali kształty. Starali się przyozdobić zakończenia stragarzy i krokiew. Może nie wychodził im ten Nepomuk tak finezyjnie barokowy, był przegięty jakby go ischias połamał. Twarz też miał ciosaną z chłopska i dłonie sękate, ale był miejscowy, swój. Każda rzeźba ludowa jest niepowtarzalna, bo na nią nie ma wzoru. Ona wypływa z serca, wyobrażenia, a może nawet z zapatrzenia na swojego proboszcza. Nie liczą się już tutaj proporcje, wycyzelowanie, ale gesty uchwycone i zatrzymane w materii drewna. Twarz takiego świątka ma wyraz zawsze przerysowanych emocji.

Podziel się z innymi