Adam Tomczyk

Krzyż w Żelazówce

Krzyż w Żelazówce

Krzyż z płaskorzeźbami

Przystajemy w Żelazówce. Ktoś przez okno zauważył nas gapiących się na krzyż przed ich domem i stanął w drzwiach. Korzystam z takiej okazji. Pytam o motyw i datę powstania tego krzyża.

– Dawno to było – odpowiada. Ale ja się tu ożeniłem, teściu będzie więcej wiedział. Cieszę się, że przyjdzie ktoś starszy. Na pewno więcej opowie. Mnie interesują jeszcze jakieś opowieści związane z upamiętnieniem tych miejsc.

– Jeszcze przed I wojną mój dziadek ten krzyż postawił – oznajmia starszy człowiek.

– Na jaką okoliczność? – pytam.

– Panie, na znak krzyża żadnej okoliczności nie potrzeba – odrzekł. Ja trochę zawstydzony, że zawsze jakieś przyczyny racjonalnej, jakiegoś interesu w ludzkich działaniach się dopatruję nawet w relacjach z Bogiem. Ale przecież dziękowano Bogu fundowaniem krzyża, świętym fundowaniem figur za ocalenie od zarazy, za powrót z wojny szczęśliwy.

– Kto jest autorem tej rzeźby? – pytam jeszcze.

– A kto by tam wiedział, panie. Dziadek zamówił, to ktoś wyrzeźbił. Coś tam na krzyżu pisało, ale spełzło. Już czterdzieści lat będzie jak ten krzyż wymieniony na nowy. Pan Jezus tylko został i ci święci. Teraz już odmalowane, piękne. Lubię ludowe wyobrażenie męki Chrystusa. Każde jest inne, niepowtarzalne. Wydaje mi się, że ta nieporadność stylu bierze się jakby z jakiejś bojaźni, by dłutem nie bardzo zranić Jezusa, nie zanadto kaleczyć i nie dodawać mu nowego cierpienia. Niech ma tę gębę chłopską, ręce mocne jak u atlety, dłonie wielkie jak bochny chleba, a nogi krótkie. Perizonium też nazbyt prosto fałdowane, bez tej miękkości i barokowej zwiewności materii. Ciężkie chłopskie przepasanie bioder. Figura Jezusa nieproporcjonalna i przez to jedyna. O takim świątku zapewne śpiewał Kazimierz Grześkowiak w piosence Salonowy świątek: […] ogłaszają wszystkie stany, ten to grubo jest ciosany.

W książce z roku 1983 pod tytułem Kapliczki, figury i krzyże przydrożne na terenie diecezji tarnowskiej, stanowiącej niejako spis inwentarza o tym krzyżu, czytam:

Żelazówka, parcela nr 42 J. Węgrzyna. Krzyż z kapliczką szafkową, w której rzeźby Chrystusa Ukrzyżowanego oraz Matki Boskiej Bolesnej i świętego Jana Ewangelisty. Wykonany około 1925, drzewo krzyża wymienione w 1968 roku staraniem mieszkańców wsi z pozostawieniem figur.

Te dwie płaskorzeźby po bokach już wyrzeźbione są według kanonu. Matka Boska patrząca w dół ze smutkiem i Jan zapatrzony w najświętsze oblicze Ukrzyżowanego. Wygląda na to, że wykonał je inny artysta i zostały dodane później. Przy kamiennych kapliczkach i figurach wyryta inskrypcja pozwala nam odczytać wszystko, co chcieli przekazać ich budowniczowie. Są nazwiska fundatorów, data i motyw fundacji, i kilka wersów modlitwy, prośby lub dziękczynienia. Kamień przenosi pamięć przez wieki. Drewno szybciej ulega destrukcji. Cóż poradzić, lubię drewno, to materia przeze mnie już poznana i obłaskawiona. Poza tym, nie wyobrażam sobie w naszych stronach ludowego wizerunku Ukrzyżowanego Jezusa w kamieniu. Byłoby to takie nienaturalne. Bardziej przemawiają do mnie te krzyże drewniane i drewniany Chrystus. Trudno, że zatarły się już wszelkie napisy, wyżłobienia zmurszały, drewno popękało, spłukał je deszcz, część rzeźby już zgniła, odpadł cały arsenał Arma Christi i w to miejsce ktoś przypiął wiechcie sztucznych kwiatów.

Zazwyczaj drzewo krzyża jest już wymienione; napisów, jeżeli były, nikt nie przeniósł. Ważne, że nowy krzyż stoi na tym samym miejscu. Drewniany Jezus jeszcze patrzy na plac, na drogę. Maryja i Jan dalej wiernie trwają przy Jego męce. A gdy już zajdzie potrzeba wymienić wizerunek Jezusa na nowy, to niech to będzie dzieło miejscowego artysty rzeźbiarza, który wystruga go według swojej wrażliwości i odczucia. Rzeźba wtedy jest swojska, z tego miejsca, szczera jak dusza twórcy i ufna jak jego pacierz. Niech wrasta w otoczenie i będzie metryką naszych czasów. Czas to miejsce uświęcił i uświęci w oczach ludzi te nowe wyobrażenie Męki Pańskiej. I ona będzie też przez następne pokolenia omodlona. Nie jest przecież jakąś seryjną produkcją w setkach sztuk, odlewem żeliwnym, kawałkiem gipsu czy poliestrową wydmuszką.

Jadąc rowerem, przed takimi fabrycznymi wizerunkami świętych nawet się nie zatrzymujemy. Rzucamy wzrokiem. Są robione na wtryskarce. To nie porusza w nas żadnej struny. Cytowany również wyżej ksiądz Jan Rzepa we wstępie do książki Kapliczki, figury i krzyże przydrożne na terenie diecezji tarnowskiej tak pisał:

Są obce i jakby nieswojską naroślą importowaną z innego świata, rażą swym niedopasowaniem do naturalnego otoczenia, rabują urok, zabijają ducha swą martwotą.

Jedziemy dalej.

Podziel się z innymi