Jolanta Kowalczyk

Kapliczka w Bęczynie

Figura Najświętszej Maryi Panny Różańca Świętego

Kapliczka stoi na skrzyżowaniu dróg w Bęczynie, gminie Brzeźnica. Na trzystopniowym postumencie wzniesiona jest trzykondygnacyjna figura.

Na dolnej części widnieje inskrypcja:

Na chwałę Boga w Trójcy Świętej Jedynego i uczczenie Najświętszej Panny Różańca świętego

Na środku namalowana jest postać Pana Jezusa, który w lewej ręce trzyma serce. Na samej górze stoi figura Matki Boskiej trzymającej Dzieciątko Jezus. Całość osłonięta jest daszkiem osadzonym na metalowych prętach. Przez długie lata w maju okoliczni mieszkańcy zbierali się i śpiewali majówki. Kiedyś kapliczka służyła za punkt orientacyjny w terenie.

Pewna legenda opisuje powstanie tej kapliczki.

Bardzo dawno temu żył w Bęczynie Jasiek. Od małego nie garnął się do nauki i pracy. Kiedy dorósł ożenił się z piękną Marysią. Urodziło mu się pięcioro dzieci, a Jasiek ani myślał zmądrzeć. Ciągnęło go tylko do karczmy. Spędzał tam całe wieczory i noce, a w dzień odsypiał, aby zaraz w południe udać się do gospody. Marniała gospodarka, przegrywał w karty bydło i ziemię. Żona błagała i prosiła, żeby się opamiętał, ale Jasiek nic sobie z tego nie robił, dalej bawił się po nocach.

Małżonka i dzieci modlili się do Pana Jezusa i Najświętszej Panienki o cud. Kiedy wszyscy stracili nadzieję, zdarzyła się rzecz dziwna. Pięknej, księżycowej nocy wracał Jasiek z karczmy. Przegrał krowę i martwił się, że żona znów będzie narzekać. Kiedy przechodził obok stawu na Starej Wsi, zobaczył pasące się, dorodne cielę. Zaczaił się, złapał cielątko, zarzucił sobie na ramiona i szybkim krokiem ruszył w stronę domu. Im bliżej był zagrody, tym stawało się coraz cięższe. Cieszył się, jakie szczęście go spotkało.

W tym samym czasie żona i dzieci odmawiali różaniec. Gdy wszedł ojciec, wszyscy patrzyli na niego z przerażeniem.  Szybko odmówili modlitwę. Jasiek nie wiedział, o co chodzi. Wtedy zobaczył, że to nie cielę niesie, tylko samego diabła przyniósł do domu. Rzucił się na klęczki i też zaczął odmawiać modlitwę. Zadymiło się, błysnęło, diabeł wrzasnął, zakręcił się i znikł. W powietrzu czuć było tylko siarkę. Do bladego świtu modlili się, a rankiem Jasiek przyrzekł, że nigdy więcej nie pójdzie do karczmy i słowa dotrzymał.

Odtąd uczciwie pracował, był dobrym mężem i ojcem, a na pamiątkę i ku przestrodze postawił na rozstaju dróg kapliczkę.