Andrzej Czyżewski

Krzyż w Celinowie

Krzyż pradziadka w Celinowie

Stary krzyż pradziadka

Krzyż pradziadka w Celinowie

Województwo mazowieckie, powiat Mińsk Maz., gmina Dębe Wielkie.

W miejscowości Celinów znajdują się ufundowane przez mieszkańców krzyże i przydrożne kapliczki. W środku tej wsi, stoi bardzo stary drewniany krzyż, który postawili na swoim gruncie mój pradziadek Bronisław Kuciński z małżonką Józefą. Mieszkańcy wsi Celinów, do dzisiejszego dnia w dni czerwcowe zbierają się pod tym krzyżem, by modlić się Litanią do Serca Pana Jezusa.

Mój pradziadek (ze strony mamy), miał ośmioro dzieci. Z powodu niedostatku, czworo z nich zabrała do Ameryki mieszkająca tam ciocia Julia – siostra mojej prababci. Prababcia Józefa każdego dnia modliła się przy w/w krzyżu o błogosławieństwo dla swoich dzieci, które były z nią, jak i tych, których wyjechali za nauką i chlebem do Ameryki Północnej. Ciocia Julia- siostra prababci- była bardzo troskliwa i z miłością wychowywała siostrzenicę i bratanków. Podtrzymywała w nich polskość i język ojczysty, w związku z tym mogli korespondować z rodzeństwem, gdy pozakładali swoje rodziny. W okresie powojennym wspomagali swoich dwóch braci i siostrę, przysyłając paczki z ubraniami i lekarstwami.

Córka prababcia Stasia wyszła za mąż za Polaka, którego losy wojny rzuciły za granicę i wyjechali razem do Argentyny. W jej domu cały czas rozmawiano po polsku z wnukami i prawnukami, dzieci chodziły do mieszczącej się przy kościele polskiej szkoły w Buenos Aires. Język ojczysty utrzymywano do czwartego pokolenia. W prowadzonej korespondencji przejawiała się tęsknota za Polską. Babcia moja Zofia, odpisując na listy, opisywała przyrodę i uroki okolicznych miejscowości i w ten sposób wracały im wspomnienia z lat dziecięcych.

Opisany wcześniej krzyż postawiony przez mojego pradziadka, do chwili obecnej był konserwowany przez rodzinę Biernackich i obecnie jest dokładnie zabezpieczony. Dzięki modlitwom mieszkańców, szczególnie kobiet i dzieci, stacjonujące w czasie wojny oddziały niemieckie łagodnie traktowały mieszkańców tej wsi. Jeden młody Niemiec pomagał mojej babci Zofii ciąć sieczkarnią słomę dla bydła, ponieważ dziadek był na froncie. Wszedł do mieszkania i widząc obrazy na ścianach, pokazał medalik i tłumaczył, że dała mu go jego matka.