Adam Tomczyk

Krzyż w Radgoszczy

Krzyż w Radgoszczy

Krzyż z płaskorzeźbami

Krzyż to znak i symbol najważniejszy. Krzyż – znak tak prosty, a wiele mówiący. Prosty, zrozumiały dla każdego chrześcijanina. Stawiano krzyże przy rozstajnych drogach, bo tam trzeba było stanąć, rozejrzeć się, zastanowić, gdzie iść. Krzyż swoimi ramionami też przecież pokazuje drogę. Skrzyżowanie to wybór. Ileż to razy trzeba było zawrócić w podróży ze źle obranej drogi, a w życiu też się zdarza. To o wiele trudniej. Coś już przepadło, zaprzepaściliśmy szansę, kogoś skrzywdziliśmy. Możemy tylko żałować.

Krzyż to również błogosławieństwo na drogę. Ktoś odprowadzał i żegnał, robiąc za odchodzącym znak krzyża. Taka mądrość towarzyszyła zapewne naszym przodkom, gdy fundowali krzyże za wsią, za miastem, na rozjazdach. W czasach, kiedy śmierć kosiła morowym powietrzem setki istnień ludzkich w każdej parafii, czy jeszcze za mało mieli tego umierania? Nasi przodkowie pełni pokory i szczerości w każdym geście, każdym spojrzeniu, ufnej modlitwie nieśli na sobie i w sobie cały arsenał Arma Christi. Może krzyże kazała ludziom stawiać na rozdrożach wspólnota cierpienia Boga i człowieka? Po sto kilkadziesiąt lat stoją te krzyże drewniane w okolicy. Nawet najstarsi ludzie nie wiedzą, kto je rzeźbił. Rzeźbiarz już odszedł, a jego dzieło trwa. Teraz czas rzeźbi te postacie wiatrem, deszczem i mrozem. Popękało drewno Chrystusowego ciała, odpadły członki, twarz, piersi i nogi ma poorane bruzdami, jakby je ktoś biczował, harapem targał i pastwił się. A to tylko czas daje znać o sobie.

A my tak często mijamy te znaki przy naszej drodze, przechodzimy obok, bo już się nam napatrzyły, już nam zobojętniały. Ten pacierz przydrożny, to polskie Ojcze Nasz na skrzyżowaniu, przy gościńcu, na majdanie są często dziełem sztuki wyrafinowanego snycerstwa z najlepszych wzorów minionych epok, czy etnograficznym skarbem ludowej rzeźby z dawnych lat. W Radgoszczy w centrum wsi, nieopodal kościoła, stoi krzyż Męki Pańskiej, który mnie zachwycił. Mało było rzeźbiarzowi, że ciało Chrystusa umęczone wyrzeźbił i przybił do krzyża, jeszcze u boku Jezusa umieścił Matkę Boską Bolesną w towarzystwie świętego Jana. Przytwierdził te postacie boleściwe na cyzelowanych konsolach przytwierdzonych do boku pionowej belki poniżej stóp Jezusa. Dla tych figur też ustalił się jakiś kanon. Postacie są w długich szatach. Tu nie chodzi tyle o strój z epoki, ile o rodzaj udrapowania, puszczenia fałd, które podkreślają ból i żałobę. Załamanie rak, smutek twarzy i oczy Matki Boskiej patrzące spod chusty w pustkę przyszłych dni. A Jan spogląda na ciało Chrystusa, jakby pytał: Dlaczego? Gdy patrzę na te postacie, mam skojarzenie z obrazem Krzyk Muncha. Ta sama sugestywność przekazu, te trudne emocje. Tam jakaś bezcelowość, bezsens wysiłku, a tu niezasłużone cierpienie i ból rozpaczy. Emocje z pozoru różne, ale jakże bliskie, tylko im w tej chwili podporządkowany jest świat.

Rzeźbiarz ukrzyżował Chrystusa na nieproporcjonalnie wysokim krzyżu, a to po to, by był widoczny z daleka i by na pionowej belce poniżej umieścić jeszcze Arma Christi, owe narzędzia męki. Wtedy wyobraźnia już nie musi się wysilać, patrząc na umęczone ciało Chrystusa. Jakie tortury przechodził, symbolika mówi wyraźnie. Tak się artysta w tym rzezaniu rozochocił, tak wiele chciał w jednym drzewie krzyża pokazać, że u samej góry w belce pionowej dziuplę wydłubał i tam Jezusa Frasobliwego umieścił. Patrzy Frasobliwy z wysoka na boleść swoją poniżej przedstawioną, na żałobę najbliższych mu osób, a przede wszystkim na ludzi dookoła. Powstał z fundacji Jana Pikula. Od 1885 roku już patrzy na kolejne pokolenia, zawsze ma powód do zadumy i zmartwienia. Bryła smutku i jakiegoś zatroskania. A jeszcze niżej, na wyciągnięcie ręki, Pieta przytwierdzona do krzyża, a z boku chyba święty Paweł. Nie rozpoznaję, bo nie ma już dłoni, w których trzyma swoje atrybuty.

Oglądam te figury i krzyże w okolicy. To nieodłączny motyw naszych rowerowych wycieczek, a często nawet główny cel. Jeździ ze mną Henryk, kolega, pasjonat sakralnej rzeźby. Sam rzeźbi tak pięknie, że aż mu zazdroszczę talentu. Przystajemy przy figurze Ukrzyżowanego i oprócz tych wszystkich uczuć, jakie wywołuje znak naszej wiary, przebija nasze patrzenie na rzeźbę Chrystusa i towarzyszących mu świętych, jak na dzieło sztuki. Znowu rzeźbiarz wykazał się wielką znajomością anatomii człowieka. Twarz Jezusa wyraża ból i umęczenie. Anatomia ciała wzięta jakby z najlepszych wzorów Michała Anioła, czy innych klasyków rzeźby. Jest piękna.

Henryk patrzy urzeczony, aż śmieją się mu oczy. Zachwycamy się sztuką, kunsztem nieznanego artysty, który wyrzeźbił także postacie Maryi i Jana ze smutkiem na twarzy, w pozach żałobników. Ale zachwycić się, to nie tylko doznać estetycznego wzruszenia, to również zainteresować się historią i obecnym losem figury. Rzeźby umieszczone na krzyżu w Radgoszczy już od dawna wymagają nie tyle zabezpieczenia, co gruntownej naprawy. Popękało już drewno figur, deszcz wyżłobił bruzdy, brakuje członków i elementów szat, czy części Arma Christi. Ukrzyżowanemu Chrystusowi odpadła stopa, a pękniecie od piersi po udo jest jak rozcięcie mieczem. U dołu zaś Maria Magdalena nie ma już dłoni. Może miejscowi już tak przywykli do tego codziennego widoku, że nie zauważają destrukcji czasu. Odjeżdżamy spod krzyża z postanowieniem, że na jego stan zwrócimy komuś uwagę.